Menu

Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy

Nasze relacje i spostrzeżenia po przeprowadzce do Kalifornii

Las Vegas na zakończenie wakacji

mcpear

Niestety nie udało się nam zrealizować zaplanowanych na sobotni poranek spacerów po parku. O godzinie 9:45 w całym parku nie było już dostępnych miejsc parkingowych. Park zwiedza się dojeżdżając autobusem na punkty startowe szlaków. Musielibyśmy wyjechać z parku i zaparkować w sąsiednim miasteczku i z tamtąd wziąć autobus do parku. Trochę dużo zachodu jak dla nas. Generalnie na widok tłumów jak na Krupówkach, Giewoncie i Toruniu w urodziny Radia M razem wziętych odechciało się nam. Pojechaliśmy od razu do Las Vegas. Tutaj też tłum ludzi, ale tego się spodziwaliśmy. Spragnieni hotelowego życia poszliśmy od razu na basen i siedzieliśmy tam aż do wieczora. Temperatura w cieniu - bagatela 42 stopnie Celsjusza.

Wieczorem po kolacji (pierwszy na wyjeździe Sushi bar - lepiej późno niż wcale) udaliśmy się na Strip. Byliśmy już tu tyle razy, że postanowiliśmy wejść tylko do dwóch hoteli - los padł na Paris i Bellagio. Hotele przeniosły nas w klimaty europejskie - powłóczyliśmy się ciut po francuskich i włoskich uliczkach, obejrzeliśmy słynne tańczące fontanny i zmęczeni wróciliśmy do hotelowego pokoju.

Dzisiejszego rana w drodze powrotnej do Kalifornii tłumy były porównywalne z tymi w Zionie. Gęsiego auto za autem na kilkupasmowej autostradzie wlekliśmy się przez pustynię. To niebywałe w sumie ilu mieszkańców "miasta aniołów" spędza weekend w "mieście grzechu" :)

Na pustyni, na granicy Newady i Kalifornii, przykuła naszą uwagę widoczna z autostrady elektrownia słoneczna Ivanpah (oczywiście największa na świecie). Rozłożone na pustyni ponad 350 tysięcy luster skupia światło słoneczne w trzech wieżach, które to zamieniają energię słoneczną na elektryczną. Lustra sterowane są komputerowo tak, aby nadążać za słońcem. Elektrownia generuje 382MW - to bardzo dużo, to mniej więcej tyle co blok energetyczny elektrowni konwencjonalnej.

Witamy w Paryżu

O czym tu dumać na paryskim bruku?

Jednoręki bandyta dla niedowidzących

Pod paryską wieżą

A w kasynie ruch ...

We włoskim Bellagio

Fontanna z czekoladą (szkoda że za szkłem)

Może kiedyś przejadę się taką limuzyną

Fontanny przed Bellagio

Las Vegas nocą

Elektrownia słoneczna widziana z autostrady

Park Zion

mcpear

Dzisiaj ostatni raz nocujemy na polu namiotowym. Jesteśmy w Parku Narodowym Zion. Jest to park utworzony wokół kanionu. Charakteryzuje się wysokimi czerwonymi skałami. Jest to jeden z parków typu „must see” (konieczne do obejrzenia) dla wszystkich przybywających zwiedzać Dziki Zachód, w związku z czym jest bardzo zatłoczony. Na olbrzymich parkingach brakuje miejsc. A na niektórych ścieżkach ruch jak w Tatrach. Mimo to zwierzyny dzikiej nie brakuje. Sarnom na polu namiotowym w ogóle ludzie nie przeszkadzają i zaciekawieniem podchodzą do samych namiotów. Dodatkowo udało nam się zobaczyć stado dzikich indyków oraz dwa koziorożce. Mimo że przyjechaliśmy po południu, udało się nam zrobić dwa całkiem ładne spacery. Jutro jeszcze trochę pochodzimy po parku i wracamy do cywilizacji.

Na kamiennych wydmach

Piasek był gorący

Koziorożce 

W drodze na wierzchołek

Widok z góry

Ten kamień tu nie pasuje

Troche wody dla ochłody

Widok z dołu

Zosia na polu namiotowym zrobiła zdjęcie sarnie (tym razem całej)

Pole namiotowe położone jest tuż przy potoku

Spacer numer 2

Zosia i Bambi



Na północnej krawędzi Wielkiego Kanionu

mcpear

W środę po południu wjechaliśmy na teren parku narodowego usadowionego na północnej krawędzi Wielkiego Kanionu. Na wjeździe spodziewaliśmy się stada jeleni, których żyje teraz bardzo dużo, ale ku naszemu zaskoczeniu natknęliśmy się na dość pokaźne stado bizonów. Pole namiotowe ulokowane jest tuż przy krawędzi kanionu. Szybko i sprawnie rozstawiliśmy namiot (praktyka czyni mistrza) i poszliśmy na poglądowy spacer. Oczywiście widok zapierał dech w piersi. Noc była bardzo pogodna i ciepła. Mieliśmy okazję zobaczyć spadające Perseidy i niesamowicie rozgwieżdżone niebo.

Cały czwartek spędziliśmy spacerując wzdłuż krawędzi kanionu. Północna część kanionu jest dużo mniej oblegana turystycznie. Może dlatego, że punktów widokowych jest trochę mniej a sam dojazd w tę część parku jest trudniejszy. Niemniej jednak widokowo jest równie spektakularny, a może nawet podobał nam się bardziej.

Byliśmy tu odcięci od cywilizacji (prądu i internetu) dlatego opóźnienie w relacji. Przesyłamy trochę zdjęć



Dinosaur National Monument

mcpear

Za nami dzień samochodowy. Zostawiliśmy za sobą już Wyoming i Kolorado i po 7 godzinach jazdy wjechaliśmy do Utah. Kalifornia coraz bliżej.

Na granicy Kolorado i Utah w północnej części znajduje się bardzo ciekawy park, w którym można obejrzeć miejsce, gdzie odkryto przysypane skałami cmentarzysko dinozaurów. Miejsce niebywałe  – odkryto tu ponad 400 szkieletów dinozaurów.  Część z nich pozostawiono tu na ekspozycji nie wyjęte ze skał, a pozostało rozesłano po wielu instytucjach naukowych i muzeach Stanów Zjednoczonych. Przyjechaliśmy tutaj późnym popołudniem i w sumie spędziliśmy tylko trochę czasu na tej odkrywkowej wystawie. Park jest dużo bogatszy – można tu spacerować, uprawiać rafting i podziwiać niebywałe krajobrazy górskie. Nie mamy na to czasu niestety. Jutro spędzimy w samochodzie kolejne 8 godzin aby przedostać się na północną (czyli rzadziej odwiedzaną przez turystów) krawędź Wielkiego Kanionu.

Śpimy w miejscowości Vernal UT. Pozdrawiamy i zasyłamy kilka zdjęć

















Devils Tower

mcpear

Dowiedzieliśmy się że niedaleko od naszego pola namiotowego znajduje się stanowisko archeologiczne w miejscowości Hot Springs, gdzie znaleziono kości żyjących w Ameryce Północnej mamutów. Postawnowiliśmy je rano zwiedzić. Jest to największę stanowisko prawdopodobnie w całym świecie. Do dziś znaleziono tam 61 szkieletów mamutów, a prace nadal trwają. Nad całym wykopaliskiem wybudowano wielki hangar, aby warunki atmosferyczne nie niszczyły odkrytych szkieletów. Zidentyfikowano, że dawno temu było tam głębokie bajoro z gorącą wodą o bardzo stromych ścianach. Mamuty, które zdecydowały się tam wykąpąć nie potrafiły wydostać się już na brzeg. Przez to taka ilość szkieletów na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Miejsce godne polecenia.

Trudno nam się było rozstać z Górami Czarnymi więc zamiast udać się najkrótszą drogą do atrakcji dnia (o której za chwilę) postanowiliśmy wrócić na drogę widokową gdzie powinny znajdować się bizony, których wczoraj za dużo nie zobaczyliśmy. Pomysł okazał się trafiony. Spotkaliśmy olbrzymie stado samic i cielaków, które to leniwie schodziło ze wzgórza i przetaczało się przez drogę. To było właśnie to czego szukaliśmy. Górny Czarne bardzo nam się spodobały. Może jeszcze tu wrócimy, ale na pewno nie w sierpniu, kiedy królują w nich motocykliści.

Wyjechaliśmy już z Południowej Dakoty i jesteśmy z powrotem w Wyoming. Tu na środku niczego stoi wielka Diabelska Wieża. Jest to tak naprawdę wielki stożek lawy, który miliony lat temu nie wybił się i zastygł wewnątrz góry nie tworząc wulkanu. Przez miliony lat góra uległa erozji a stożek lawy został uzewnętrzniony i dzisiaj możemy go podziwiać. Ci którzy lubią klasykę filmową za pewno pamiętają go z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia". Myśmy obeszli Diabelską Wieżę dookoła ale żadnych kosmitów nie spotkaliśmy.

Dziś śpimy w hotelu w mieście najlepszym dla mężczyzny, czyli w Gilette WY. Pomału kierujemy się w kierunku domu. Pozdrawiamy.

Przy stanowisku archeologicznym

Taki duży był ten mamut

A tu jakieś kości - może ktoś rozpozna

Zosia pod mamutem

To były duże zwierzęta

Napotkane stado biznów

Stado antylop w Custer State Park

Z Diabelską Wieżą w tle

Na zakończenie pieski preriowe, których jest tutaj bardzo dużo - wybraliśmy dwa najpiękniejsze

© Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci