Menu

Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy

Nasze relacje i spostrzeżenia po przeprowadzce do Kalifornii

Mahalo Kauai

mcpear

Dziś za nami ostatni dzień na Kauai. Tydzień minął bardzo szybko. Kauai to bardzo ciekawa i chyba najmniej skomercjalizowana z wysp hawajskich, na które organizuje się wyjazdy turystyczne. Można tu leniwie odpocząć, można tu aktywnie wypocząć, można zakosztować tego legendarnego hawajskiego luzu. Polecamy gorąco to miejsce jakże inne od zdominowanego przez aglomerację Honolulu Oahu, czy też mocno przesyconej krajobrazem wulkanicznym Big Hawaii albo też dużo mniej przesyconej drogimi resortami, szykownymi restauracjami i klubami niż Maui. Tu wszystko płynie wolniej, ale ma to też swój urok.

Na zakończenie nie mogliśmy sobie odmówić jeszcze jednej typowej hawajskiej atrakcji – przysmaku surferów: „shave ice”. Czym one są? Wyobraźcie sobie że skrobiecie śnieg z zamrażalnika, aż uskrobiecie pokaźną porcję. Następnie ten śnieg nakładacie do kolorowego plastikowego wafelka, bierzecie słodkie syropy owocowe i polewacie fantazyjnie ten śnieg, aby uzyskać wielokolorową kompozycję. Oto i „shave ice” gotowy. Może nie zachęca specjalnie jego opis, ale punktów sprzedaży tego smakołyku na Hawajach jest bardzo dużo i bardzo wpisały się one w tutejszy pejzaż.

Ponieważ wszystko co chcieliśmy zobaczyć w tym roku już widzieliśmy, tak więc postanowiliśmy obejrzeć to co uznaliśmy było najfajniejsze po raz drugi. Wygrała w głosowaniu rodzinnym plaża w Hanalei – czyli ta gdzie fale sprzyjają zabawom na deskach a plaża jest piaszczysta i szeroka. Musimy uczciwie przyznać, że skutki kwietniowych powodzi widać tylko na plażach wschodniego wybrzeża. Nie umiemy tego dobrze wytłumaczyć ale i te północne i te południowe są takie piękne jakie pamiętamy z poprzednich przyjazdów. Mam nadzieję, że Kauajczycy szybko uporają się również z uporządkowaniem tych na wschodzie wyspy.

Wakacje bardzo nam się podobały – czas wracać do San Clemente.

Białe plumerie (inaczej kwiat lei) - rosną tu prawie wszędzie

Poranek na basenie

Zosia w hibiskusach

Zajadając surferskie lody

Zosia i Tomek na fali

Dziewczyny na deskach

Pożegnanie z hawajskimi plażami

Było fajnie



Plaża Poipu

mcpear

Poipu to takie najbardziej zagospodarowane i skomercjalizowane miejsce na Kauai. To tutaj pobudowano szereg ładnych i drogich resortów. To tutaj w zasadzie przyjeżdża większość turystów, którzy wykupują różne pakiety turystyczne typu lot+hotel+samochód. Miejsce jest o tyle unikalne, że w zasadzie statystycznie tutaj najrzadziej pada deszcz. Tak więc, o ile na północy czy wschodzie wyspy te deszcze pojawiają się stosunkowo często to na południowym wybrzeżu wokół plaży Poipu można się spodziewać prawie zawsze słońca. Odwiedzamy plażę Poipu za każdym razem jak jesteśmy na Kauai. Podoba się nam ona, aczkolwiek żal nam jest tych co przyjeżdżają na Kauai i 80-90% czasu spędzają tylko na Poipu – tu na Kauai jest wiele innych atrakcji.

Dzisiaj od rana zapowiadał się bardzo upalny dzień (prawdopodobnie jedyny taki podczas naszych tygodniowych wakacji). Od wczesnego rana zjechaliśmy na południe i zaparkowaliśmy auto koło plaży Rozbitego Statku (Shipwreck’s Beach). Postanowiliśmy rozpocząć leniwy dzień na Poipu od akcentu aktywnego. Wczoraj polecono nam ciekawą ścieżkę wijącą się przez malownicze klify oceaniczne, która właśnie tam się zaczyna. Ścieżka Maha’ulepu rzeczywiście przynajmniej w jej pierwszej części spełniła swoje oczekiwania. Wiodła ona krawędzią klifu, gdzie w dole rozbijały się o wybrzeże fale oceaniczne a wśród nich nie rzadko można było dostrzec pływające żółwie. Ścieżka ta dochodziła do pola golfowego i w zasadzie tutaj mogłaby się zakończyć. Za polem golfowym wiodła dalej poprzez gęstwiny ku kolejnej zatoce, gdzie widok miał podobno „powalić”. Nas jakoś nie zachwycił. Aczkolwiek musimy się przyznać, że aktywnie przeszliśmy ją całą. Wszystkim, którzy będą się na nią wybierać radzimy zakończyć wędrówkę przy polu golfowym i wrócić w kierunku Poipu.

Na plażę Poipu dotarliśmy około południa. Parking pękał w szwach. Aczkolwiek miejsca na plaży nadal można było znaleźć zaskakująco wiele. Nam się udało w pierwszej linii przy brzegu. Plaża jest ładna, piaszczysta i bardzo zadbana. Największą jej atrakcją jest jednak możliwość popływania z rurką w lagunie, w której aż roi się od kolorowych ryb – były momenty, że czuliśmy się tutaj jak w akwarium oceanicznym. To zadziwiające, że mimo obecności tylu turystów woda nie ulegała zmąceniu i jej przejrzystość umożliwiała widoczność na dobre kilka metrów. Dno laguny pokryte jest kamieniami – pewnie kiedyś była tu nawet i rafa koralowa, jednak turyści potrafili ją całkowicie zniszczyć przez lata. To co jednak można tu zobaczyć dzisiaj jest jednak godne polecenia. Co jakiś czas do laguny wpływają tutaj żółwie. Dzisiaj jak siedzieliśmy na plaży przez 5 godzin zdarzyło się to trzy razy. Żółwie nic sobie nie robią z turystów a ratownicy cały czas krzyczą aby nie zbliżać się do nich na bliżej niż 6 metrów. Po południu przyszedł delikatny przypływ i wzmogły się wiatry to spowodowało, że przy brzegu pojawiły się delikatne fale – pozwoliło to Zosi wyciągnąć deskę i pobawić się trochę na falach.

Dzień był długi, aktywny i bardzo nam się podobał.

Na klifach Kauai

 

 

Wypatrzony z klifu żółw

 

 

Zapowiadany widok na końcu ścieżki

:)

Aby zobaczyć ryby nie trzeba było się nawet zanurzać

Spotkany pod wodą żółw

Kilka fotek z pływania

 

 

 

 

 

Na plaży Poipu

 

Waiting for a perfect wave

 

 



Kanion Waimea

mcpear

Pogoda w tym roku to nas na wakacjach nie rozpieszcza. Dzisiaj prawie na całej wyspie zapowiadano ulewne deszcze i pochmurną pogodę. W poszukiwaniu jedynych skrawków dobrej pogody wyruszyliśmy na południe. Planowaliśmy zobaczyć dzisiaj kanion Waimea, gdzie ponoć do 11 godziny miała się utrzymać w miarę dobra pogoda. Kanion ogląda się z drogi wytyczonej jego zachodnią krawędzią. W sumie nie było „bardzo źle”, ale niestety nie zobaczyliśmy go w promieniach słońca, co więcej na niektórych punktach widokowych panowała całkowita mgła. Dobrze że już go kiedyś odwiedzaliśmy. Kanion ten nazywany jest Grand Canyonem Hawajów. Jest on rzeczywiście bardzo głęboki i co więcej jego zbocza maja ceglano czerwony kolor – zupełnie jak ten prawdziwy Grand Canyon. Droga, która wiedzie krawędzią tego kanionu doprowadza do położonego w górach parku stanowego Koke’e, z którego można podziwiać od góry słynne na cały świat wybrzeże Na Pali. Ale o ile w kanionie mogliśmy gdzie niegdzie znaleźć dobre widokowo miejsca o tyle w parku Koke’e było już całkowicie deszczowo i chmurno i to co miało się na punkcie widokowym objawić jako zapierający dech w piersi widok zostało zastąpione całkowicie białym mlekiem. Dzisiaj to nawet ludzie z lękiem wysokości mogliby spokojnie stanąć przy krawędziach urwisk i bez obaw „patrzeć w dół”. Widoczność była dosłownie na kilka metrów. No cóż. Może „następnym razem”.

Z kanionu droga sprowadziła nas na plażę Kekaha. To najbardziej na zachód wysunięta plaża o publicznym dostępie z drogą utwardzoną. Plaża bardzo ładna, biały piasek, niebywale szeroka, prawie bez turystów. Co prawda fale były silne i krótkie, tak więc nie nadawały się ani na body boarding ani na snorkeling, ale bardzo nam się tam podobało. Co najważniejsze tu świeciło słońce. Nie cieszyliśmy się nim za długo, z plaży wygonił nas deszcz i już prawie zamierzaliśmy wracać do hotelu gdy zapoznana przygodna amerykanka w krótkiej rozmowie zasugerowała, że skoro już tu jesteśmy to powinniśmy spróbować się dostać do plaży Polihale, która według niej jest najlepsza na całym Kauai. Dojazd do niej jest utrudniony, gdyż ostatnie 6 mil droga prowadzi bardzo nierówną drogą szutrową, którą ostatnio ze względu na powodzie wysypano świeżym tłuczniem. Na szczęście mamy samochód z napędem na 4 koła, więc taka uciążliwość nie była tak na serio nam poważną przeszkodą. To co zobaczyliśmy przebiło nasze oczekiwania. To nie tylko jest najładniejsza plaża na Kauai, możemy śmiało stwierdzić, że to najładniejsza plaża na całych Hawajach. Bardzo, bardzo szeroka, niebywale czysta, utworzona z pięknego żółtego piasku, stykająca się z klifowym wybrzeżem Na Pali, które można było podziwiać z lądu. Myśmy wybrzeże Na Pali oglądali 7 lat temu z katamaranu i pewnie w tym roku, ze względu na niestabilnie pogodową aurę, tę atrakcję sobie po raz drugi „odpuścimy”. Tak więc możliwość zobaczenia wybrzeża Na Pali z lądu był dla nas wielką niespodzianką i dużym zaskoczeniem. Plaża godna polecenia wszystkim, którzy chcą zobaczyć prawdziwie dziką i rajską plażę jakie się ogląda na posterach. O ile pogoda będzie sprzyjała może tu jeszcze w sobotę wrócimy.

W drodze powrotnej do hotelu okazało się że południowo-wschodnie krańce wyspy objęły niespodziewane przejaśnienia i rozpogodzenie, tak więc wjechaliśmy jeszcze na moment do miejsca o nazwie „Spouting Horn”. To taka bardzo ciekawa atrakcja, gdzie lawa przy brzegu przez lata podległa erozji i uformowała pieczary i jamy w kamieniach pozbawione jakby „sufitu”. Fale uderzając w wybrzeże przenikają z wielką siła do tych pieczar i „wytryskują” wręcz jak jakiś gejzer. Zjawisko ściąga wielu turystów i jest okazją do zrobienia zdjęć.

Bogaty dzień zakończyliśmy na przyhotelowym basenie. Odpoczywanie potrafi być bardzo męczące. Narzekamy dzisiaj tu trochę na pogodę, ale jak do tej pory radziliśmy sobie z nią nieźle. Codziennie rano sprawdzamy szczegółową prognozę pogody dla Kauai i wybieramy tę część wyspy, nad którą świeci słońce. Dzisiaj wybór był bardzo ograniczony a i tak nie do końca się udał.

Z kanionem w tle

Widok mieliśmy iście zapierający dech w piersiach

 

 

 

Na plaży Kekaha

 

 

 

Na plaży Polihale

 

Czy te oczy mogą kłamać?

Spouting Horn w akcji

 

Kauai Coffee Plantation

mcpear

Z samego rano udaliśmy się na południe wyspy aby odwiedzić plantację kawy. Okazuje się, że kawa z Kauai jest ceniona wśród smakoszy i baristów nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Hawaje nie są dla uprawy kawy środowiskiem naturalnym ale sprowadzone szczepy z Brazylii i Jamajki bardzo dobrze się tu przyjęły, a klimat Kauai z wilgotnym i ciepłym powietrzem wspomaganym nocną chłodną bryzą oceaniczną jest ponoć wymarzonym do hodowli kawy. Plantacja oferuje turystom możliwość samodzielnego zwiedzania terenów poprzez wytyczony spacer wśród drzewek kawowych. Spacer kończy się w mini kawiarni, gdzie można degustować różne gatunki kaw i dokonać zakupu kawy w sklepie firmowym. Podczas spaceru można wiele się dowiedzieć o tym jak się uprawia kawę. Okazuje się, drzewka kawowe, które są wysokie na około 2 metry co roku wytwarzają tyle owoców, że można z nich wyprodukować około jednego funta kawy. Na terenie plantacji według opisu jest około 4 milionów drzewek, więc jak łatwo policzyć taka plantacja jest w stanie wyprodukować ponad 1.6 miliona kilogramów kawy rocznie. Niezły biznes – skoro drzewko owocuje przez 40-50 lat to można powiedzieć, że nakłady inwestycyjne w rośliny mają szansę się zwrócić.

W drodze powrotnej postanowiliśmy zatrzymać się na plaży. Zdecydowaliśmy się dziś pobawić na leżącej niedaleko plantacji plaży o nazwie Salt Pond Beach. Plaża bardzo czysta i położona przy takiej małej lagunce osłoniętej kamieniami i rafą od oceanu. Nie było na niej co prawda fal, na których można byłoby poszaleć, ale za to płytko położona rafa koralowa kryła w sobie kolorowe rybki, które oglądaliśmy pływając w masce z rurką. Zosia po raz pierwszy dziś próbowała swych sił w snorkelingu i musimy przyznać, że jak na nowicjusza to dała sobie radę niespodziewanie dobrze. Zabawa w lagunie zajęła nam blisko 3 godziny. Rafa jest co prawda bardzo zniszczona, aczkolwiek płytko położona i do tego brak fal powodował, że widoczność była wspaniała co dawało dobre możliwości podglądania kolorowych ryb w ich środowisku naturalnym.

Przed powrotem do hotelu zatrzymaliśmy się jeszcze przy wodospadzie Wailua. Odwiedzamy go za każdym razem jak jesteśmy na Kauai. W tym roku z powodu dużo bardziej deszczowej aury ilość wody, która nim spływa jest też wydaje się nam znacząco większa. Szkoda tylko, że nie ma łatwego turystycznego szlaku, który umożliwiałby zejście do jego podnóża.

Poranny relaks przed wyruszeniem w drogę

Kto ma ochotę na kawę?

W aleji kawowych drzewek

Tak rośnie kawa

Rodzinka

Tacie smakuje

Przed wejściem do plantacji

Na plaży Salt Pond Beach

 

 

 

Trochę zdjęć z rafy - jednak niełatwo jest fotografować "dzikie" ryby

 

 

 

 

 

Hawajski krajobraz

Wodspad Wailua - zdjęcie zrobione przez Zosię

Widok na plażę Nukoli'i

 



Plaże północnego Kauai

mcpear

Z samego rana spakowaliśmy sprzęt do nurkowania i deski i wyruszyliśmy na północ wyspy. Mamy tam kilka ulubionych plaż. Ale jak się okazało skutki kwietniowej powodzi nie do końca zostały jeszcze usunięte i droga wiodącą na pólnocno zachodni cypel jest zamknięta. Zmuszeni byliśmy więc lekko zmienić nasze plany. Wybraliśmy pierwszą z brzegu plażę, która okazała się strzałem w dzisiątkę. Szeroka, piaszczysta z dobrymi falami do body boardingu, a co najważniejsze czysta - właśnie taka jakiej szukaliśmy. Całe przedpołudnie spędziliśmy więc na plaży w Hanalei. Zabawę przerwał nam nagły deszcz. Zanim pozbieraliśmy wszystko i doszliśmy do samochodu deszcz przestał padać i wyjrzało słońce, ale ponieważ byliśmy już spakowani pojechaliśmy dalej. Ania w internecie znalazła atrakcję o ciekawie brzmiącej nazwie: Wanna Królowej. Postanowiliśmy to zobaczyć. Miejsce okazało się super. Do celu musieliśmy przedrzeć się przez las tropikalny. Nie było łatwo, ale było warto. Na kamiennych klifach uformowały się zalewane wodą przypływu baseniki. Dodatkową atrakcją były pływające wokół klifowego brzegu liczne żółwie zielone. Super! W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy latarni morskiej w Kiluaea, wokół której na klifach liczne ptactwo morskie zakłada swoje gniazda. Miejsce niewątpliwie godne odwiedzenia. Podróż zakończyliśmy na plaży Kealia (tej samej co wczoraj), gdzie Zosia koniecznie chciała jeszcze powalczyć na desce z falami. Reszta rodziny patrzyła na nią z brzegu bo już nie mieliśmy na nic siły. Snorkelingu dzisiaj nie doświadczyliśmy, ale dzień i bez tego był wspaniały.

Pozdrawiamy

 

 

Dwaj zawodowcy w akcji (Tomek i Zosia)

 

Tata też się bawił

 

Zosia na chwilę oddała deskę Ani

Czynny odpoczynek w wykonaniu Zosi

Zosia i Ania na falach

Na ścieżce ku Queen's Bath

W lesie tropikalnym

 

Nad jedną z wanien

 

Żółw przy klifie

 

Jak widać jesteśmy zadowoleni

Zosia znowu odpoczywa - tym razem przy latarni

Aloha - pozdrawiamy

Tomek na targu

 

Nasza blond Hawajka

 

Popołudniowy body boarding

© Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci