Menu

Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy

Nasze relacje i spostrzeżenia po przeprowadzce do Kalifornii

Heritage Museum Orange County

mcpear

W USA każdy skądś przyjechał (no chyba, że jest rdzennym Indianinem) i w sumie modnym jest, aby wiedzieć skąd pochodzili przodkowie. Wielu Amerykan płaci duże pieniądze za to, aby odszukać swoich przodków, zbadać swoje DNA, tak aby ustalić skąd się wzięli. Jak w tym roku odwiedzali nas Gosia i Łukasz to opowiadali, że jedna z wiozących ich Uberem „taksówkarek” chwaliła się, że ona jest Amerykanką od 17tu już pokoleń – skądś to wiedziała. W programie klasy drugiej szkoły podstawowej w amerykańskim szkolnictwie znajdują sią zagadnienia dotyczące przodków. Dzisiaj nasi drugoklasiści odwiedzali lokalne muzeum „dziedzictwa”. Muzeum miało pokazać jak „dawno temu” żyło się w Orange County. Miejsce w swoim zamyśle jest czymś co my w Polsce nazywamy skansenem. Tak naprawdę całe muzeum to jedna duża willa, w której zachowały się meble i sprzęty z początku XX wieku. Mama towarzyszyła dzieciom jako opiekun stąd też relacja z pierwszej ręki. Na początku warto zauważyć, że już wtedy amerykańskie domy wyposażone były w instalację elektryczną i gazową. Dzieci oczywiście otwierały buzię ze zdziwieniem widząc jak można było egzystować bez telewizorów, telefonów komórkowych i internetu, ale w wystawionych eksponatach mama rozpoznała wiele przedmiotów, które na co dzień były używane w Polsce jeszcze w latach 80-tych czy nawet 90-tych. Wystawiono bowiem między innymi: ręczną maszynkę do mięsa (pozdrawiamy babcię Elę :) ), trzepaczkę do dywanów, wyżymaczkę prania, ręczny młynek do kawy. Dzieciom bardzo podobał się gramofon z tubą i dziwiły się, że igła „rysząca” czarny walec może wydawać dźwięki układające się w muzykę. Dzieci były oprowadzane przez przewodnika, który barwnie komentował przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń. Opowieść o tym, że zwyczajowo cała rodzina kąpała się tylko raz w tygodniu w sobotę, jeden po drugim w wannie, wzbudziła wiele radości u zwiedzających dzieciaków. Dzieci mogły same na tarce w balii wyprać szmatki (ciekawe jakby musiały robić to codziennie czy też robiłyby to z taką ochotą i radością?), samodzielnie ubić masło,  a także przymierzyć stroje z epoki. Wycieczka spełniła swoje zadanie.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ela B.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Fajna i bardzo ciekawa wycieczka,babcia ma nie tylko maszynkę do mięsa ,młynek do kawy,sokowirówkę,a Sławek tarę do prania blaszana,jakby dobrze szukać to jeszcze wiele ciekawych staroci by się znalazło pozdrowienia papa

  • Gość *.unknown.vectranet.pl

    Oooooooo masakra!!! Czy jak człowiek z dzieciństwa pamięta niektóre rzeczy to znaczy, że jest stary??? ;)

  • Gość: [Robert] *.icpnet.pl

    Ku pokrzepieniu serc - to nie my się starzejemy, ale świat tak zapier.... Kiedyś kuźnia wraz z młotem, miechem i kowadłem przechodziła (taka sama) z ojca na syna przynajmniej przez kilka pokoleń. Dziś dwuletni laptop (też narzędzie pracy) staje się praktycznie zabytkiem. Sam nie wiem, czy z perspektywy zdrowia i spokoju ducha współczesnego człowieka to dobrze? "A przecież mi żal..."

© Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci