Menu

Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy

Nasze relacje i spostrzeżenia po przeprowadzce do Kalifornii

W Górach Czarnych

mcpear

Dzisiaj mamy dużo do opowiadania. Z samego rana udaliśmy się do jaskini Jevel Cave. Mieliśmy tam wykupiony spacer z przewodnikiem. Okazuje się że pod ziemią w górach znajduje się olbrzymi ciąg jaskiń. Według szacunków na razie udało się zbadać i opisać jedynie 5% istniejących korytarzy i grot. My dzisiaj w naszej 1,5 kilometrowej wędrówce obejrzeliśmy może 5% tego co dopiero odkryto. Charakterystyczną cechą jaskiń jest to, że skały pokryte są osadami wapiennymi, które na powierzchni tworzą bardzo ciekawe krystaliczne kształty. Spacer przypominał jakby wędrówkę w głębinach oceanu po rafie koralowej. Zjechaliśmy windą na głębokość około 60 metrów i zeszliśmy podczas naszego spaceru aż na głębokość 115 metrów. Wysłuchaliśmy wielu ciekawych historii związanych z badaniami w tym terenie i jesteśmy pod wrażeniem odwagi ludzi, którzy parają się speleologią. Gdy na chwilę przewodnik zgasił w jaskini światła zrobiło się kompletnie czarno. Nie było to miłe wrażenie. Tym bardziej czapki z głów.

Następnie pojechaliśmy na „plac budowy” pomnika wodza indiańskiego Szalonego Konia. W pierwszej połowie XX wieku wodzowie plemienia Dakota zachwyceni pracą polskiego rzeźbiarza Korczaka Ziółkowskiego poprosili go o wykonanie rzeźby wodza w skale. W wyniku rozmów projekt rozrósł się bardzo, ponieważ zdecydowano się finalnie przekształcić całą górę w jedną wielką rzeźbę wodza na koniu. Rzeźba powstaje już od 70 lat, wykonywana jest całkowicie z funduszy pochodzących od osób prywatnych – Indianie nie chcą przyjąć żadnej pomocy od rządu USA. Artysta zmarł w latach 70-tych i dzieło jego życia kontynuują jego dzieci. Obecnie ukończona jest jedynie twarz wodza, zarys wyciągniętej ręki i prace trwają nad głową konia. Rzeźba o ile zostanie ukończona będzie monumentalna – ponad 170 metrów wysokości. Byłaby to największa rzeźba świata. Miejmy nadzieję że przy obecnych technologiach uda się to zakończyć za życia naszych dzieci.

Następny dzisiejszy punkt to góra Rushmore. Właściwie to tak naprawdę cel tegorocznego wyjazdu. Jest to miejsce, które zawsze chcieliśmy zobaczyć. W końcu się udało. Głowy czterech prezydentów wyryte w skale góry widoczne z daleka są ważnym patriotycznym symbolem dla Amerykanów. Rzeczywiście robią wielkie wrażenie. Mimo tego jednak miejsce w którym pomnik ten umiejscowiono uważamy za wielką złośliwość rządu USA wobec rdzennych mieszkańców. Góry Czarne dla Indian Lakota są miejscem świętym i oni nigdy nie pogodzili się z tym, że Amerykanie mimo solennych obietnic w podpisanych traktatach zabrali im te ziemie. Co więcej jedyne miasteczko w centrum Gór Czarnych nosi imię generała Custera, który wsławił się między innymi bestialstwem w mordowaniu bezbronnych kobiet i dzieci Indiańskich. (To tak jakby komuniści na Jasnej Górze w miejscu wieży klasztornej postawili olbrzymi pomnik Lenina, albo Niemcy po potencjalnym podbiciu Ziemi Świętej w czasie II Wojny Światowej przemianowali Jerozolimę w Adolf-Eichmann-Stadt.) Jest to niewątpliwie czarna karta amerykańskiej historii. :(

Trochę się rozpisaliśmy, ale to jeszcze nie koniec. :) Góry Czarne znane są możliwości spotkania na drogach licznej zwierzyny. Spodziewaliśmy się zobaczyć duże stada bizonów. Niestety od kilku dni w Górach Czarnych ma miejsce zlot motocyklistów z całego USA. Kilka tysięcy miłośników dwóch kółek przepala benzynę jeżdżąc tam i z powrotem i hałasując. Przez to większość zwierzyny ukryła się po lasach. :( Mimo to udało się nam upolować aparatem niewielkie stado bizonów, trochę rogaczy, sarny i pieski preriowe. Tak jak więc jak zwiedzać Góry Czarne to nie na początku sierpnia, no chyba że się jest motocyklistą.

To na razie tyle. Dołączamy zdjęcia.

Niedzielne śniadanko

Jewel Cave

Crazy Horse Memorial

Mt Rushmore

Zwierzęta Gór Czarnych



© Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci